- Gotowa na kibicowanie? - zapytał pan Mirosław
- Jakie kibicowanie? - zdziwiła się
- Myślałem, że to polubiłaś, ale jeśli nie masz ochoty...
- Zwariowałeś?! - przerwała mu - Oczywiście, że mam ochotę! - rzuciła się ojcu na szyję całując go przy tym w policzek.
- Córeczko pozwolisz, że przedstawię Ci piłkarzy Legi: to jest: Kosa, Furmi i Bereś - wskazywał kolejno zawodników - oraz piłkarze Lecha: Teo, Kędzior i Muraś.
- Hej. Jestem Santana Berry - mówiła podając rękę każdemu piłkarzowi - Niestety nie znam ani klubów, ani piłkarzy. Musicie mi wybaczyć. Jestem w tym nowa.
- To wy tu sobie pogadajcie, a ja idę coś zjeść. - po wyjściu pana Berry zapadła niezręczna cisza.
- Dasz mi swój numer? - Wypalił Kędzior- Stary, to nie twoja liga. - odpowiedział mu Teo
- Z chęcią dam Ci swój numer. - uśmiechnęła się i zapisała mu swój numer na ręce
- Jak Cię wołają? - odezwał się zamyślony do tej pory Furman
- Tata mówi na mnie Santi, mama Santana, bo to podobnie tak wytwornie brzmi, a...
- A co ty wino jakieś żeby wytwornie brzmieć? - przerwał jej Bereś
- Debilu! Wino wytwornie smakuje, a nie brzmi! - zwrócił mu uwagę Kosa
- Pozwolicie, że was zignoruję. - zaśmiała się
Gadali jeszcze dobre 2 godziny. Przyszło kilka repozterów z pretensjami, że nie przprowadzili jeszcze pomeczowych wywiadów, ale piłkarze wmórili im, że teraz przprowadza z nimi wywiad dziennikarka sportowa - Santana Berry - i mają nie przeszkadzać jej w pracy.
Wydawałby się, że Santana dobrze się bawi, ale to nieprawda. Cały czas się zamartwiała tym co będzie po zakończeniu wakacji. Z kim będzie musiała zamieszkać? Gdzie? Jak no to zareaguje jej matka? Co z Fabianem? Przecież on dopiero w grudniu kończy 18 lat
Santana już powoli zasypiała, kiedy rozległ się dźwięk przychodzącego SMSa na jej telefon.
Spotkamy się jutro o 16:00? Od razu się domyśliła, że to Kędzior. Pomyślała, że będzie fajnie się z nim spotkać. Randka? Broń Boże! Ona unika ich jak ognia. Nigdy nie miała chłopaka i nie ma zamiaru go mieć. To nie tak, że nikt jej nie chce, jest singielką z wyboru. Taki łamacz męskich serc. Rozkochuje i nie pozwala na nic więcej.
Kolejnego dnia około 15:00 zaczęła się szykować na spotkanie z Tomaszem. Trochę się spóźniła, ale to u niej normalne. Facet to facet. Po co się śpieszyć? Szli parkiem, rozmawiali i śmiali się. Nie wiem co odwaliło Santanie, ale chyciła go za rękę, a on nie protestował. Spacerowali trzymając się za ręce jakby to było coś normalnego. Nagle Santi się zatrzymała. Na początku sama nie wiedziałam o co jej chodzi.
- Pocałuj mnie! - rozkazała
- Co? - zapytał zdziwiony
- Pocałuj mnie - powtórzyła, a chłopak chwycił ją za biodra i niepewnie pocałował - Tylko na tyle się stać? - zapytała z głupim uśmiechem, a on mocno przyciągnął ją do siebie i namiętnie pocałował.
_______________________________________________________________________
Czyta to w ogóle ktoś? Zastanawiam się czy pisanie tego ma jakikolwiek sens. Jest bardzo mało wyświetleń i komentarzy. Jeśli coś wam się nie podoba, nie pasuje zgłoście to.
Mi się wszystko podoba. Rozdział jest cudowny.
OdpowiedzUsuńPisz dalej, jestem ciekawa co będzie dalej.
Ahh ta Santi. Czemu ona się tak zachowała.
Czekam na kolejny. Pozdrawiam i zapraszam do mnie :* Nie załamuj się tak szybko :) Mam nadzieję, że nie przestaniesz pisać :*
Rozdział bardzo bardzo fajny. Nie rozumiem postępowania Santany, bo to że mężczyźni są tymi co łamią kobiece serca to nie oznacza, że trzeba się zniżać do ich poziomu.
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny :**
Pozdrawiam Dagrasia :**