-Wróciłam. - krzyknęła wchodząc do domu
- Hej skarbie. - zawołał jej ojciec, a ona udała się do salonu skąd dobiegał jego głos
- Hej tatku. - ucałowała go w policzek i usiadła obok niego - Jakieś plany na dzisiaj?
- Chciałem zobaczyć mecz. Masz jakieś inne propozycje?
- Mam...albo nie. Dzisiaj zamierzam zobaczyć z tobą mecz.
- Ty chcesz zobaczyć mecz? - zapytał zdziwiony
- Tak. Chyba, że nie chcesz to sobie pójdę - powiedziała i chciała wstać, ale jej ojciec chwycił ją za rękę i uniemożliwił opuszczenie pokoju
- Będę zaszczycony jeśli zechce Panienka towarzyszyć mi w kibicowaniu.
- W takim razie Pan pozwoli, że udam się do kuchni po godny temu wydarzeniu poczęstunek, czyli colę i chipsy.
Tak, przy ojcu była szczęśliwa, była sobą.
Po kilku minutach wróciła to salonu z zapasem jedzenia i picia na 2 godziny kibicowania. Rozsiadła się wygodnie w fotelu i poprosiła swojego tatusia, aby w czasie meczu tłumaczył jej zasady gry. Świetnie się bawili. On tłumaczył, ona słuchała i zadawała pytania. Rzut wolny, karny, aut, faul, spalony - wszystko szybko zrozumiała i zatraciła się w kibicowaniu. Polubiła to. Z bramki, którą zdobyła ukochana drużyna jej ojca, od dzisiaj również jej, cieszyła się jak małe dziecko. Skakała, krzyczała, w internecie wyszukała nawet przyśpiewki klubowe. Nauczyła ich ojca i oboje zaczęli drzeć się na całe gardło. Czas szybko im mijał, a oni w swoim towarzystwie czyli się najlepiej.
- Santana jak ty wyglądasz?! Znowu jeansy i trampki?! Weź dziewczyno coś ze sobą zrób bo patrzeć na ciebie nie mogę! Idź się przebrać, zamów wizytę u fryzjera, kosmetyczki cokolwiek! - no tak do domu wróciła jej matka.
- Wiem, że nigdy nie będę twoją idealną córeczką - powiedziała oschle
- Nie jesteś, nie byłaś i nie będziesz. Powinnaś się przynajmniej starać, chociażby dlatego że Cię tu jeszcze trzymam!
Jak można powiedzieć coś takiego własnemu dziecku? I to jeszcze prosto w oczy! Ja na miejscu Santany bym się załamała, a ona spuściła tylko głowę i wolnym krokiem udała się do swojego pokoju. Usiadła po turecku na środku łóżka, założyła słuchawki, zamknęła oczy, a na jej twarzy pojawił się uśmiech taki szczery, promienny. Była tak zatracona w muzyce, że nawet nie zauważyła jak do pokoju wszedł jej ojciec. Ocknęła się po kilkunastu minutach.
- O tata. Przepraszam. Mogłeś powiedzieć, że przyszedłeś. Długo tu tak stoisz?
- Nie masz mnie za co przepraszać. To ja powinienem Cię przeprosić.
- Ty? Za co?
- Za to, że nigdy nie staję w twojej obronie.

- Daj spokój. To nie Twoja wina, że jestem tym cholernym wadliwym egzemplarzem, czarną owcą w rodzinie. - w jej oczach pojawiły się łzy. - Tato wybacz, że nie jestem ładna i słodka jak Milena, albo zabawna jak Fabian. Dlaczego jestem inna? Przecież to moje rodzeństwo! Mama ma rację powinnam być jej wdzięczna i powinnam się starać.
- Nie mów tak. Dla mnie jesteś najlepsza i najważniejsza. Kocham Cię. - przytulił ją - Co to? - wziął do ręki zeszyt
- Moje notatki.
- Mogę pożyczyć i zrobić sobie z tego dzisiejszą lekturę do poduszki?
- Tato, ty wszystko możesz - otarła łzy i uśmiechnęła się - Jeśli chcesz czytać moje wypociny, to jasne bierz.
- Kocham jak opowiadasz więc pewnie równie znakomicie piszesz. A teraz kładź się już spać. Dobranoc - dał jej buziaka w czoło i wyszedł.
Ona nadal siedziała na łóżku, a na jej policzkach znowu pojawił się łzy, ale...uśmiechała się. Po kilkudziesięciu minutach takiego siedzenia wstała, wzięła prysznic i położyła się spać. Rano obudził ją tata.
- Hej. - uśmiechnęła się i zaczęła sie przeciągać
- Hej słonko. Mogłabyś gdzieś ze mną pojechać?
- Z Tobą? Zawsze. - ubrała się i kilkanaście minut później siedzieli już w samochodzie. - To dokąd jedziemy?
- Niespodzianka.
Jechali dość długo. Całą drogę żartowali i opowiadali swoje śmieszne historie i wpadki. Po kilku godzinach podróży zatrzymali się przed jakimś hotelem.

- Jesteśmy na miejscu.
- Warszawa? Tato co ty kombinujesz?
- Ja? Nic. Chciałem tylko spędzić 2 miesiące wakacji we swoją córeczką i tyle.
- Naprawdę? - rzuciła się ojcu na szyję - Nie wierzę. Żartujesz?
- Nie. I...myślę, że powinnaś widzieć. Postanowiłem rozstać się z twoją matką. Jestem jej wdzięczy, bo gdyby nie ona, nie miałbym teraz Ciebie, ale...
- Tato, nie musisz mi się tłumacz. - przytuliła go - Ale jeśli to ze względu na mnie, to nie musisz tego robić. Jakoś wytrzymam te 2 lata.
- Już podjąłem decyzję.
Może teraz się uda, może wreszcie będzie szczęśliwa i przestanie brać śmierć za przyjaciółkę. A może załamie się jeszcze bardziej i już nikt nie będzie w stanie jej pomóc. Nie chcę by zrobiła sobie krzywdę, ale z drugiej strony chcę mieć już ją przy sobie i móc tak mocno przytulić i podziękować za wszystko. Co ja gadam? Ona dzięki mnie ma być szczęśliwa, a nie odbierać sobie życie. Ma znaleźć chłopaka, który ją przytuli, a ja na ten zaszczyt muszę poczekać jeszcze kilkadziesiąt lat.
Zakwaterowali się w jednym z najdroższych hoteli w Polsce, zjedli kolację i położyli się spać. Santana nie miała swoich rzeczy, ale na szczęście Pan Mirosław - jej ojciec- o wszystko zadbał i spakował jej pidżamę i kilka rzeczy na przebranie.
Wstali o 8:53, zdedli śniadanie i poszli do "Złotych Tarasów" na zakupy. Świetnie się przy temu bawili. Przymierzali różne stroje, kilka nawet kupili. Po kilku godzinach łażenia po ogromnym centrum handlowym, obładowani reklamókami, wrócili do hotelu. Odłożyli zakupi i udali się na długi spacer po Warszawie.
________________________________________________________________________
No i jest pierwszy rozdział. Zdaję sobie sprawę, że oczekiwałyście czegoś lepszego, ale musicie mi wybaczyć. Dopiero zaczynam i mam nadzieję, że jeszcze wiele się nauczę. Chciałam też bardzo podziękować za komentarze pod prologiem i równocześnie chcę prosić o wskazówki dotyczące bloga. Co do rozdziałów to nie wiem jak często będą się pojawiać. Mam nadzieję, że przynajmniej raz w tygodniu.