sobota, 5 października 2013

Rozdział IV

- Ej...coś się stało? Dlaczego płaczesz? Poczułaś coś do tego chłopaka? - Santana nic nie odpowiadała tylko patrzyła się w okno – Zakochałaś się?
- Nie. - odpowiedziała krótko
- To o co chodzi?
- Powiedziałeś, że spędzimy wspólnie całe dwa miesiące.
- No i spędzimy – powiedział i skręcił na lotnisko – Ale nikt nie powiedział, że całe dwa miesiące musimy spędzić w Warszawie.

Okazało się, że lecą do Hiszpanii. Przeszli przez odprawy i wsiedli do samolotu. Po trzech godzinach niespokojnego lotu byli na miejscu. Odnaleźli swój autobus i ruszyli w stronę hotelu. Zaraz po zameldowaniu oboje rzucili się na łóżko i zasnęli.
Rankiem obudziło ich pukanie do drzwi. Była to sprzątaczka. Nie mając wyjścia wstali i udali się w stronę stołówki, a potem na plażę. Rozłożyli się w cieniu i zabrali się za czytanie swoich ulubionych książek.
Dawno nie widziałam Santany w tak dobrych humorze. Uśmiechała się i żartowała. Dała się nawet namówić na lekcję surfingu. Nigdy nie pomyślałabym, że ona może odważyć się na coś takiego. Pozytywnie mnie zaskoczyła.
Czas leciał nieubłaganie, a oni musieli się już zbierać. Wykończeni całym dniem, ruszyli w stronę pokoju. Odpoczęli trochę i postanowili wyjść na krótki spacer o Barcelonie. Przechadzali się ulicami podziwiając widoki i wyrażając swoje poglądy na życie. Oczywiście będąc w Barcelonie musieli natknąć się na Camp Nou.

- Chcesz wejść?
- Jest po 22. Myślisz, że nas wpuszczą?
- Taką piękną dziewczynę jak ty każdy by wpuścił. - zaśmiał się i zaczął przekupywać ochroniarza pilnującego obiektu.

Po kilkudziesięciu minutach błagania Santana została wpuszczona, niestety jej ojciec musiał zadowolić się oglądaniem stadionu z zewnątrz.
Sanatana spacerowała pustymi korytarzami przyglądając się z zainteresowaniem każdej fotografii zawieszonej na ścianie. Nagle usłyszała płacz. Kierując się głosem dotarła do ciemnego i wąskiego korytarza. W rogu siedział mały chłopczyk, który najwidoczniej zgubił się na tym ogromnym stadionie. Nastolatka uklęknęła obok niego i mocno przytuliła, a chłopiec choć na chwilę przestał płakać.

- Zgubiłeś się? Jak się nazywasz? - zapytała. Chłopiec jej odpowiedział niestety nie w języku angielskim.

Cała ta sytuacja przypomniała mi zdarzenie sprzed kilku lat, kiedy Sanatana wraz z rodzicami i rodziną brata mamy wyjechala na wakacje. Wszyscy w marę dobrze się bawili do momentu kiedy zniknęła dwuletnia kuzynka Santany. No tak małe dziecko w obcym kraju, które ma problem z komunikacją we własnym języku. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło i mała się odnalazła.
Santana wzięła chłopca na ręce i zaczęła szukać pomocy. Kilka minut chodzili bez skutku, aż dotarli na boisko, a tam jakiś mężczyzna – najprawdopodobniej piłkarz sławnej Barcy – ze łzami w oczach wyżywał się na piłkach.

- Proszę zostawić mojego syna! - krzyknął podbiegając do niej i  wyrywając jej dziecko z rąk
- Przepraszam, ale mały się zgubił. Chciałam tylko pomóc – powiedziała smutno i spuściła głowę
- Nie, to ja przepraszam. Powinienem bardziej pilnować swojego syna.
- Nic się nie stało. Najważniejsze, że dziecko jest całe.
- Bardzo dziękuję i jeszcze raz przepraszam – powiedział i wymusił uśmiech, który bardziej przypominał grymas – A tak w ogóle to Neymar jestem, a to mój syn Davi Lucca 
- Santana – uśmiechnęła się promiennie i podała rękę piłkarzowi. - Miło mi poznać. - powiedziała energicznie, a w oczach Neymara znowu pojawiły się łzy.

Oby ukryć swoją słabość postawił swojego syna na ziemi, mocno go przytulił i wrócił do wykonywania wcześniejszej czynności. Santana wzięła Davi'ego za rękę i usiadła na trybunach przyglądając się wyczynom piłkarza. Ciągle zastanawiał ją fakt łez. Dlaczego piłkarz grający w najlepszym kubie na świecie płacze? Przecież ma pieniądze, sławę, talent i wszystko czego zapragnie. Rozmyślając nie zauważyła nawet kiedy Davi zasnął jej na rękach. Po blisko godzinie Neymar zaczął zbierać piłki. Szybko zauważył, że dziewczyna, która odnalazła jego syna siedzi zamyślona na trybunach. Podszedł do niej i usiadł obok. Oboje siedzieli w milczeniu, było słychać tylko ich równe oddechy.

- Na co czekasz? - przerwał ciszę
- Twój syn zasnął mi na kolanach – uśmiechnęła się, jednak Brazylijczyk nie odwzajemnił uśmiechu - - Co się męczy? Mogę jakoś pomóc?
- Wątpię. - spuścił głowę, a z jego oczu poleciały kolejne łzy.
- Nie płacz – przytuliła go
- Mogę Ci się zwierzyć? - zapytał po kilu minutach
- Jasne. Mów, postaram się Ci pomóc.
- Nie tak dawno temu popełniłem błąd. Poszedłem no imprezę gdzie upiłem się do nieprzytomności i przespałem się z dziewczyną, której nawet nie znałem. Jedna głupia noc o której szybko zapomniałem. Jednak po kilku tygodniach dostałem telefon, że ta dziewczyna jest w ciąży. Załamałem się. Miałem 19 lat, a ona 17. Chciałem być piłkarzem, a nie ojcem. Kilka razy namawiałem ją do aborcji, ale ona nie chciała się na to zgodzić. Byłam na nią wściekły. Do czasu kiedy na świat przyszedł Davi Lucca . Wtedy dopiero uświadomiłem sobie co chciałem zrobić. Chciałem zabić swojego syna! - krzyknął i jeszcze bardziej zaczął płakać – Ale na szczęście ona nie była tak głupia jak ja i mi na to nie pozwoliła. Po miesiącu od narodzin znudziło jej się matkowanie i zaczęła zaniedbywać dziecko. Dlatego postanowiłem, że Davi zamieszka ze mną. W czasie kiedy grałem w Santosie nie było z tym problemu. Mały mieszkał ze mną, chodził na treningi, mecze. Wszyscy się do niego przywiązali. Ale mi oczywiście musiało odbić i przeniosłem się do Barcelony, a teraz ona chce mi odebrać syna. Dlaczego zjawia się dopiero po dwóch latach i chce mi odebrać najważniejszą osobę w życiu?!

Santana nie wiedziała co zrobić, jak zareagować, co powiedzieć. Zadzwoniła tylko do taty i powiedziała, żeby poszedł do hotelu i się o nią nie martwił. Po krótkiej rozmowie z ojcem wróciła na miejsce i mocno przytuliła piłkarza, a na jej policzkach również pojawiły się łzy. Czuła się bezradna. Chciała pomóc, ale nie wiedziała jak i było jej z tym źle. Nastolatka o złotym sercu. Chce pomóc każdemu, ale sama tej pomocy nigdy nie chce przyjąć.
Rozmawiali jeszcze chwilę, po czym Neymar wziął swojego syna na ręce, udał się w stronę samochodu i odwiózł Santanę do hotelu.
Kiedy weszła do pokoju nie odbyło się bez pytań ojca. Ona jednak wszystkie zignorowała, wzięła prysznic i położyła się spać. Kiedy zasypiała na jej telefon przyszedł SMS:

Dziękuję za rozmowę. Jesteś wielka. Będę walczył o swojego syna do samego końca.

                                                                                                                              Neymar”

Uśmiechnęła się i zasnęła.


_____________________________________________________________________

Najpierw chciałabym przeprosić ze to, że nie wywiązałam się z obietnicy, a następnie za cały ten rozdział. Jest beznadziejny, głupi, nudny i krótki.

http://www.youtube.com/watch?v=ISMgT6eQXao

Dodaję filmik z Neymarem i jego synem. Chciałabym, żeby w przyszłości mój mąż był takim ojcem jak on.

sobota, 14 września 2013

Hej. Sorry że tak długo nic nie dodawałam, ale byłam na "wakacjach", a potem miałam "trochę" problemów. Mam nadzieję, że wybaczycie. Kolejny rozdział pojawi się już jutro lub pojutrze, a potem wszystko wróci do normy. Jeszcze raz przepraszam i życzę miłego dnia.

Gdybyście miałyście jakieś pomysły co do dalszej historii to zostawiam wam swój numer gadu: 48148238

niedziela, 28 lipca 2013

Rozdział III (dodatkowy)


Trwali w namiętnym pocałunku kilkanaście, jeśli nie więcej, sekund.

I jak teraz było? - zapytał patrząc jej prosto w oczy
- Lepiej, ale musisz jeszcze trochę poćwiczyć. - uśmiechnęła się i cmoknęła go w usta, po czym zaczęła uciekać

Gonili się po parku krzycząc i śmiejąc się. Po skończonej zabawie poszli to kina. Oboje nienawidzili drętwych romansów czy innych beznadziejnych filmów. Wybrali więc bajkę – Minionki rozrabiają. Kupli popcorn oraz colę i udali się do sali kinowej. Usiedli na wybranych miejscach i zaczęli zajadać się popcornem. W końcu rozpoczął się film.

- Ej...o co chodziło z tym pocałunkiem i trzymaniem się za rączki? - zapytał cicho
- Naprawdę jeszcze się nie domyśliłeś? - zaśmiała się, a on pokiwał przecząco głową – Odwróć się delikatnie. Trzy rzędy za nami. - chłopak popatrzył za siebie
- Teo? On nas tak całą drogę śledził?
- Mhmm..
- Czyli te pocałunki tylko na pokaz? Tak wiem, że to nie randka, ale podobało mi się.

Po skończonym sensie postanowili, że przejdą się spacerkiem do hotelu. W drodze odbyli poważną rozmowę. Oboje wytłumaczyli sobie czego oczekują. Miłości? Nie, ona nie istnieje. Oni tylko bardzo dobrze czują się w swoim towarzystwie. W takim razie przyjaźń! Też nie. Ona także nie istnieje. W takim razie co to jest? Jak nazwać osobę, z którą czujesz się tak dobrze, że choć na moment możesz przestać myśleć o problemach? Znajomy? Nie! To ktoś ważniejszy. W takim razie kto? Możesz powiedzieć mu o sobie to o czym jeszcze nikt nie wie, ale nie ufasz mu tak bardzo, aby zdradzić sekret.
Kolejnego dnia ze snu wyrwał Santanę dzwoniący telefon.


- Czego ty znowu chcesz? - zapytała zaspanym głosem
- Mamy problem. W gazetach ukazały się fotki jak się całujemy i teraz chłopaki nie dają mi spokoju. Co mam robić? Nie mam ochoty zaprzeczać ani mediom ani chłopakom, bo oni i tak wiedzą swoje.
- Nic nie mów zaraz tam będę. - po 20 minutach była na stadionie. Szybko odnalazła Kędziora podbiegła do niego i pocałowała - Tęskniłam kochanie - uśmiechnęła się i pocałowała go jeszcze raz.
- Ja za tobą też skarbie – przytulił się do nie - Potem to obgadamy – szepnął jej do ucha.

Po zakończonym treningu poszli do kawiarni na lody, a potem na spacer. Stwierdzili, że skoro oboje nie mają tej swojej miłości to mogą trochę poudawać parę. Związek, ale tylko dla własnej wygody. Wieczorem wrócili do hotelu, do pokoju Kędziora. Ona rozsiadła się na łóżku, a on zaczął się pakować, ponieważ następnego dnia rano Lech wracał do Poznania. Oczywiście po kilkunastu minutach przyszedł Teodorczyk, a oni nie szczędzili sobie czułości. Chcieli mu udowodnić, że naprawdę się kochają. Późnym wieczorem, kiedy Santana wróciła do swojego pokoju. Zastała tam niemiłą niespodziankę. Na środku stały spakowanie walizki, a w fotelu siedział tata, który poinformował ją, że za pół godziny przyjdzie po jej bagaże. Santi ze łzami w oczach przebrała się, a potem poszła do pokoju swojego „ukochanego” pożegnać się.Tak jak obiecał jej ojciec pół godziny później zgłosił się po jej walizkę. Wsiedli do samochodu i odjechali. Wiedziała, że to zbyt piękne, aby było prawdziwe, ale myślała, że spędzi ze swoim ojcem przynajmniej tydzień.






________________________________________________________________________


Hej. Jest dodatkowy rozdział. Krótki, ale czego chcieć więcej od dodatkowego rozdziału? Powstał dzięki mojej niezdarności, bo gdyby nie ona nie wylądowałabym na pogotowiu, gdzie musiałam długoooo czekać na swoją kolej :P

Chciałem też podziękować Dagrasi, bo wiele mi uświadomiła. Dziękuję :*
Polecam również jej bloga, bo naprawdę jest ciekawy :D 




piątek, 26 lipca 2013

Rozdział II

To już trzeci dzień wakacji. Mogę śmiało powiedzieć, że dla Santany to najlepsze wakacje w życiu. Na dziś mieli zaplanowanie zwiedzanie. Po kilku godzinach chodzenia, wrócili całkowicie wykończeni. Zdrzemnęli, a potem poszli do kawiarni na kawę i ciastko. Okazało się, że to nie wszystkie atrakcje przygotowane na dzisiaj. Wsiedli do samochodu i po kilku minutach jazdy byli już na miejscu.

- Gotowa na kibicowanie? - zapytał pan Mirosław
- Jakie kibicowanie? - zdziwiła się
- Myślałem, że to polubiłaś, ale jeśli nie masz ochoty...
- Zwariowałeś?! - przerwała mu - Oczywiście, że mam ochotę! - rzuciła się ojcu na szyję całując go przy tym w policzek.

Weszli na stadion. Jak się później okazało na trybunę VIP. Na Pepsi Arenie zmierzyły się dwa najlepsze kluby zeszłego sezonu ekstraklasy - Legia Warszawa i Lech Poznań. Mecz zakończył się wynikiem 2:1 dla Wojskowych. Po zakończonym spotkaniu pan Mirek zabrał Santanę do jednej z sal konferencyjnych, a tam czekali już reprezentacji obu zespołów.

- Córeczko pozwolisz, że przedstawię Ci piłkarzy Legi: to jest: Kosa, Furmi i Bereś - wskazywał kolejno zawodników - oraz piłkarze Lecha: Teo, Kędzior i Muraś.
- Hej. Jestem Santana Berry - mówiła podając rękę każdemu piłkarzowi - Niestety nie znam ani klubów, ani piłkarzy. Musicie mi wybaczyć. Jestem w tym nowa.
- To wy tu sobie pogadajcie, a ja idę coś zjeść. - po wyjściu pana Berry zapadła niezręczna cisza.
- Dasz mi swój numer? - Wypalił Kędzior
- Stary, to nie twoja liga. - odpowiedział mu Teo
- Z chęcią dam Ci swój numer. - uśmiechnęła się i zapisała mu swój numer na ręce
- Jak Cię wołają? - odezwał się zamyślony do tej pory Furman
- Tata mówi na mnie Santi, mama Santana, bo to podobnie tak wytwornie brzmi, a...
- A co ty wino jakieś żeby wytwornie brzmieć? - przerwał jej Bereś
- Debilu! Wino wytwornie smakuje, a nie brzmi! - zwrócił mu uwagę Kosa
- Pozwolicie, że was zignoruję. - zaśmiała się

Gadali jeszcze dobre 2 godziny. Przyszło kilka repozterów z pretensjami, że nie przprowadzili jeszcze pomeczowych wywiadów, ale piłkarze wmórili im, że teraz przprowadza z nimi wywiad dziennikarka sportowa - Santana Berry - i mają nie przeszkadzać jej w pracy.
Wydawałby się, że Santana dobrze się bawi, ale to nieprawda. Cały czas się zamartwiała tym co będzie po zakończeniu wakacji. Z kim będzie musiała zamieszkać? Gdzie? Jak no to zareaguje jej matka? Co z Fabianem? Przecież on dopiero w grudniu kończy 18 lat
 Santana już powoli zasypiała, kiedy rozległ się dźwięk przychodzącego SMSa na jej telefon.

Spotkamy się jutro o 16:00?

Od razu się domyśliła, że to Kędzior. Pomyślała, że będzie fajnie się z nim spotkać. Randka? Broń Boże! Ona unika ich jak ognia. Nigdy nie miała chłopaka i nie ma zamiaru go mieć. To nie tak, że nikt jej nie chce, jest singielką z wyboru. Taki łamacz męskich serc. Rozkochuje i nie pozwala na nic więcej.

Kolejnego dnia około 15:00 zaczęła się szykować na spotkanie z Tomaszem. Trochę się spóźniła, ale to u niej normalne. Facet to facet. Po co się śpieszyć? Szli parkiem, rozmawiali i śmiali się. Nie wiem co odwaliło Santanie, ale chyciła go za rękę, a on nie protestował. Spacerowali trzymając się za ręce jakby to było coś normalnego. Nagle Santi się zatrzymała. Na początku sama nie wiedziałam o co jej chodzi.

- Pocałuj mnie! - rozkazała
- Co? - zapytał zdziwiony
- Pocałuj mnie - powtórzyła, a chłopak chwycił ją za biodra i niepewnie pocałował - Tylko na tyle się stać? - zapytała z głupim uśmiechem, a on mocno przyciągnął ją do siebie i namiętnie pocałował.

_______________________________________________________________________

Czyta to w ogóle ktoś? Zastanawiam się czy pisanie tego ma jakikolwiek sens. Jest bardzo mało wyświetleń i komentarzy. Jeśli coś wam się nie podoba, nie pasuje zgłoście to.  

Jeśli macie jakieś propozycje lub po prostu chcecie pogadać to możecie śmiało pisać na moje GG: 48148238

czwartek, 25 lipca 2013

Informacja

Nie mam możliwości całodobowego dostępu do internetu więc postanowiłam, że rozdziały będą się ukazywać w każdy piątek. Jeżeli mi się uda będą także rozdziały dodatkowe.

Jeśli ktoś chciałby się ze mną skontaktować to zostawiam swój numer GG: 48148238

wtorek, 23 lipca 2013

Rozdział I

-Wróciłam. - krzyknęła wchodząc do domu
- Hej skarbie. - zawołał jej ojciec, a ona udała się do salonu skąd dobiegał jego głos
- Hej tatku. - ucałowała go w policzek i usiadła obok niego - Jakieś plany na dzisiaj?
- Chciałem zobaczyć mecz. Masz jakieś inne propozycje?
- Mam...albo nie. Dzisiaj zamierzam zobaczyć z tobą mecz.
- Ty chcesz zobaczyć mecz? - zapytał zdziwiony
- Tak. Chyba, że nie chcesz to sobie pójdę - powiedziała i chciała wstać, ale jej ojciec chwycił ją za rękę i uniemożliwił opuszczenie pokoju
- Będę zaszczycony jeśli zechce Panienka towarzyszyć mi w kibicowaniu.
- W takim razie Pan pozwoli, że udam się do kuchni po godny temu wydarzeniu poczęstunek, czyli colę i chipsy.

Tak, przy ojcu była szczęśliwa, była sobą.
 Po kilku minutach wróciła to salonu z zapasem jedzenia i picia na 2 godziny kibicowania. Rozsiadła się wygodnie w fotelu i poprosiła swojego tatusia, aby w czasie meczu tłumaczył jej zasady gry. Świetnie się bawili. On tłumaczył, ona słuchała i zadawała pytania. Rzut wolny, karny, aut, faul, spalony - wszystko szybko zrozumiała i zatraciła się w kibicowaniu. Polubiła to. Z bramki, którą zdobyła ukochana drużyna jej ojca, od dzisiaj również jej, cieszyła się jak małe dziecko. Skakała, krzyczała, w internecie wyszukała nawet przyśpiewki klubowe. Nauczyła ich ojca i oboje zaczęli drzeć się na całe gardło. Czas szybko im mijał, a oni w swoim towarzystwie czyli się najlepiej.

- Santana jak ty wyglądasz?! Znowu jeansy i trampki?! Weź dziewczyno coś ze sobą zrób bo patrzeć na ciebie nie mogę! Idź się przebrać, zamów wizytę u fryzjera, kosmetyczki cokolwiek! - no tak do domu wróciła jej matka.
- Wiem, że nigdy nie będę twoją idealną córeczką - powiedziała oschle
- Nie jesteś, nie byłaś i nie będziesz. Powinnaś się przynajmniej starać, chociażby dlatego że Cię tu jeszcze trzymam!

Jak można powiedzieć coś takiego własnemu dziecku? I to jeszcze prosto w oczy! Ja na miejscu Santany bym się załamała, a ona spuściła tylko głowę i wolnym krokiem udała się do swojego pokoju. Usiadła po turecku na środku łóżka, założyła słuchawki, zamknęła oczy, a na jej twarzy pojawił się uśmiech taki szczery, promienny. Była tak zatracona w muzyce, że nawet nie zauważyła jak do pokoju wszedł jej ojciec. Ocknęła się po kilkunastu minutach.

- O tata. Przepraszam. Mogłeś powiedzieć, że przyszedłeś. Długo tu tak stoisz?
- Nie masz mnie za co przepraszać. To ja powinienem Cię przeprosić.
- Ty? Za co?
- Za to, że nigdy nie staję w twojej obronie.
- Daj spokój. To nie Twoja wina, że jestem tym cholernym wadliwym egzemplarzem, czarną owcą w rodzinie. - w jej oczach pojawiły się łzy. - Tato wybacz, że nie jestem ładna i słodka jak Milena, albo zabawna jak Fabian. Dlaczego jestem inna? Przecież to moje rodzeństwo! Mama ma rację powinnam być jej wdzięczna i powinnam się starać.
- Nie mów tak. Dla mnie jesteś najlepsza i najważniejsza. Kocham Cię. - przytulił ją - Co to? - wziął do ręki zeszyt
- Moje notatki.
- Mogę pożyczyć i zrobić sobie z tego dzisiejszą lekturę do poduszki?
- Tato, ty wszystko możesz - otarła łzy i uśmiechnęła się - Jeśli chcesz czytać moje wypociny, to jasne bierz.
- Kocham jak opowiadasz więc pewnie równie znakomicie piszesz. A teraz kładź się już spać. Dobranoc - dał jej buziaka w czoło i wyszedł.

Ona nadal siedziała na łóżku, a na jej policzkach znowu pojawił się łzy, ale...uśmiechała się. Po kilkudziesięciu minutach takiego siedzenia wstała, wzięła prysznic i położyła się spać. Rano obudził ją tata.

- Hej. - uśmiechnęła się i zaczęła sie przeciągać
- Hej słonko. Mogłabyś gdzieś ze mną pojechać?
- Z Tobą? Zawsze. - ubrała się i kilkanaście minut później siedzieli już w samochodzie. - To dokąd jedziemy?
- Niespodzianka.

Jechali dość długo. Całą drogę żartowali i opowiadali swoje śmieszne historie i wpadki. Po kilku godzinach podróży zatrzymali się przed jakimś hotelem.

- Jesteśmy na miejscu.
- Warszawa? Tato co ty kombinujesz?
- Ja? Nic. Chciałem tylko spędzić 2 miesiące wakacji we swoją córeczką i tyle.
- Naprawdę? - rzuciła się ojcu na szyję - Nie wierzę. Żartujesz?
- Nie. I...myślę, że powinnaś widzieć. Postanowiłem rozstać się z twoją matką. Jestem jej wdzięczy, bo gdyby nie ona, nie miałbym teraz Ciebie, ale...
- Tato, nie musisz mi się tłumacz. - przytuliła go - Ale jeśli to ze względu na mnie, to nie musisz tego robić. Jakoś wytrzymam te 2 lata.
- Już podjąłem decyzję.

Może teraz się uda, może wreszcie będzie szczęśliwa i przestanie brać śmierć za przyjaciółkę. A może załamie się jeszcze bardziej i już nikt nie będzie w stanie jej pomóc. Nie chcę by zrobiła sobie krzywdę, ale z drugiej strony chcę mieć już ją przy sobie i móc tak mocno przytulić i podziękować za wszystko. Co ja gadam? Ona dzięki mnie ma być szczęśliwa, a nie odbierać sobie życie. Ma znaleźć chłopaka, który ją przytuli, a ja na ten zaszczyt muszę poczekać jeszcze kilkadziesiąt lat.
Zakwaterowali się w jednym z najdroższych hoteli w Polsce, zjedli kolację i położyli się spać. Santana nie miała swoich rzeczy, ale na szczęście Pan Mirosław - jej ojciec- o wszystko zadbał i spakował jej pidżamę i kilka rzeczy na przebranie.
Wstali o 8:53, zdedli śniadanie i poszli do "Złotych Tarasów" na zakupy. Świetnie się przy temu bawili. Przymierzali różne stroje, kilka nawet kupili. Po kilku godzinach łażenia po ogromnym centrum handlowym, obładowani reklamókami, wrócili do hotelu. Odłożyli zakupi i udali się na długi spacer po Warszawie.


________________________________________________________________________

No i jest pierwszy rozdział. Zdaję sobie sprawę, że oczekiwałyście czegoś lepszego, ale musicie mi wybaczyć. Dopiero zaczynam i mam nadzieję, że jeszcze wiele się nauczę. Chciałam też bardzo podziękować za komentarze pod prologiem i równocześnie chcę prosić o wskazówki dotyczące bloga. Co do rozdziałów to nie wiem jak często będą się pojawiać. Mam nadzieję, że przynajmniej raz w tygodniu. 

sobota, 20 lipca 2013

Prolog

Kilka lat temu poznałam pewną dziewczynkę. Niesamowite ile w takiej małej istocie może być energii, radości życia, uśmiechu i głupich pomysłów. To raczej nie jest niesamowite, to raczej normalne dziecko, którego problemy jeszcze nie dotknęły.
Dziś ta mała dziewczynka ma 16 lat. Z pozoru skromna, cicha i nieśmiała, ideał dla rodziców, ale kiedy próbujesz poznać ją bliżej jest chamska, pyskata i niegrzeczna. A kiedy już ją poznasz widzisz w niej tą samą małą dziewczynkę sprzed kilku lat. Rodzina i znajomi mówią: "Zmieniła się. Nie jest już tą samą osobą", ale to nieprawda, to oni się zmienili, ona pozostała taka sama.
Skąd znam całą prawdę o niej?
Kilka lat temu poszłam ze znajomymi na imprezę. Nagle ktoś się do nas przyczepił i zaczął się do mnie przystawiać. Wszyscy, którzy uważali się za moich przyjaciół odwrócili się ode mnie. Wtedy zjawiła się ona, była z rodzicami, miała 5 może 6 lat. To małe dziecko zdobyło się na odwagę i zaczęło wołać o pomoc. Rodzice ją uciszali, ale ona była nieugięta. Udało się jej, ale już było za późno. Gwałciciel wyciągnął nóż i ugodził mnie nim prosto w serce. Wtedy nie bolało ból przyszedł kilka dni później, w dniu mojego pogrzebu. Przyszło wiele ludzi, ale nikt nie płakał. Chłopak, Przyjaciółka, rodzice - oni nie uronili ani jednej łzy. Płakała ona - dziewczynka z parku, która widziała mnie tylko raz. Tego dnia postanowiłam zostać jej Aniołem Stróżem. Ja nigdy nie zapomnę o niej, o ona nigdy nie zapomni o mnie. Wiem to, ponieważ w każdą niedzielę przychodzi na mój grób, modli się i zostawia białą różę.
Od kilku lat staram się ją uszczęśliwić, ona też chce być szczęśliwa, ale zawsze coś staje na przeszkodzie, a ona przestała już wierzyć i miłość, przyjaźń, rodzinę, przestała wierzyć w Boga.

_______________________________________________________________________

Moje pierwsze opowiadanie i mój pierwszy blog. Mam nadzieję, że się spodoba. Liczę na waszą ocenę.